Wracam do żywych. Dziś był dość dziwny dzień. Mój pokój od świąt Wielkanocnych jeszcze nie był aż tak czysty. o.O Niemalże każdy kąt został przeze mnie dziś wyczyszczony, a mój tata bawił się w Perfekcyjną Panią Domu i sprawdzał każdy zakamarek. Robię wszystko, byleby tylko nie zacząć się uczyć...już tak mam. Za pasem matury próbne a ja mam powtórzony jedynie angielski... Damy radę, bo jak inaczej.
Wczorajszy wieczór jak najbardziej przyjemny. Skra wygrała za trzy punkty i z 8 miejsca wskoczyła na 4. I teraz jestem ciekawa, co powiedzą Ci, którzy uważają, że czas Skry już się skończył. Każdy miewa gorsze i lepsze momenty. Widać po prostu, że ważniejsza dla nich jest Liga Światowa, nie ma im się co dziwić. Irytują mnie już tak zwani "wielcy fani i znawcy siatkówki", którzy nimi są tylko w momencie, kiedy siatkarze wygrywają. W innym przypadku mieszają ich z błotem jak tylko mogą. Nie raz się z czymś takim spotkałam osobiście i pewnie jeszcze nie raz się spotkam, bo to już taka fałszywość ludzka. Ostatnio rozbawił mnie też tekst na fejsie, gdzie jedna z moich znajomych, również sezonowiec, napisała, że była na sobotnim meczu Skry z Delectą i że Możdżonek świetnie grał. Chyba sami wiecie, co tutaj nie pasuje...
Mama w końcu wróciła do domu. Nie mogę się przyzwyczaić, że pracuje aż na dwa razy. Wiem, że tak musi być, ale...brakuje mi jej. Bo teraz jedynie to weekend jest czasem, w którym mogę z nią pobyć. Wychodzi do pracy przede mną, a wraca tak późno...
Dzisiejsza dawka witaminy C spożyta przeze mnie sięgnęła granic. Dawno tyle jej nie przyswoiłam. ;> Leżę i słucham Ed'a Sheeran'a. Uwielbiam jego muzykę, jego głos, teksty. Mało jest obecnie artystów, którzy w swoich tekstach przekazują coś wartościowego. Prostota jest jego największą zaletą.
Autograf najcudowniejszego człowieka na całym świecie. Jest moim autorytetem. Nie tylko jako trenera, ale również życiowym.
